Jestem z KOD, z nacjonalistami nigdzie nie pójdę.

Wczoraj, jak wielu Polek i Polaków, brałem udział w marszu KOD Niepodległości i uważam, że było warto. Było warto, ponieważ nie wolno nam oddawać dat, miejsc i symboli, które są święte dla całej polskiej wspólnoty.

Dziś toczy się dyskusja wokół frekwencji na marszach, a w gronie zwolenników Komitetu Obrony Demokracji na temat ostatnich wypowiedzi Mateusza Kijowskiego.
Moim skromny zdaniem 27. tysięcy uczestników może nie poraża,
ale trudno mówić o porażce. Pamiętajmy, że minister Błaszczak za wszelką cenę próbował stworzyć wokół naszego marszu atmosferę zagrożenia bezpieczeństwa. Wielu ludzi zrezygnowało z uczestnictwa ponieważ zwyczajnie obawiało się zamieszek.
Pamiętajmy też, że ściganie się na frekwencję w tym dniu z narodowcami nie ma sensu. Mówiłem już o tym w swojej wypowiedzi dla Onetu kilka dni temu. Oni mają jeden taki marsz w roku, podczas gdy my w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy w Warszawie i w dziesiątkach miast w Polsce zebraliśmy pewnie łącznie jakieś 600 tysięcy uczestników. A jeśli doliczymy inne środowiska protestu, które identyfikują się z hasłami wolnościowymi,
to byłoby nas jeszcze więcej. Warto też pamiętać, że środowiska Komitetu Obrony Demokracji spotykały się wczoraj również w kilku innych miejscach w Polsce, w tym w Łodzi, Krakowie i Wrocławiu.
Uważam zatem, że biorąc pod uwagę różne konteksty pokazaliśmy, z dużą klasą, że ta część społeczeństwa jest i ma się dobrze.

Inną sprawą, wartą uwagi i dyskusji, są wypowiedzi Mateusza Kijowskiego, zarówno te sprzed tygodnia jak również te z wczoraj.
Na początku chcę stanąć w obronie Mateusza.
On, jak każdy z nas, jest człowiekiem absolutnie wolnym. Ma prawo
do wyrażania swoich dowolnych poglądów i opinii.
Wiem, że kieruje się szlachetnymi pobudkami, w których wyraża marzenie
o budowaniu świata idealnego. Wiem, że jego intencje nie zawsze są właściwie odczytywane i interpretowane i często trzeba je tłumaczyć na język bardziej zrozumiały.

I tu rodzi się problem i pytanie zarazem.

Po pierwsze, lider ruchu społecznego, środowiska protestu, musi pamiętać
o tym, że jeżeli wyraża jakiś pogląd w swoim imieniu, to o ile tego bardzo wyraźnie nie podkreśla, postrzegane jest to jako stanowisko całej organizacji. W sytuacji medialnej, w jakiej znalazł się KOD, który nie ma innych tak rozpoznawalnych liderów jak Mateusz Kijowski, każda wypowiedź Mateusza, która jest kontrowersyjna lub pozostawia pole
do dowolnej interpretacji, sprawia, że sympatycy ruchu nie tylko odwracają się od lidera, ale odwracają się od całego ruchu.
Nie żyjemy w roku 1981, w którym jeśli ktoś obraził się na Wałęsę mógł swoje pozytywne emocje skierować do Gwiazdy, Frasyniuka, Lisa, Borusewicza i wielu innych, nie odwracając się od Solidarności i idei, która za nią stała.

Po drugie, jest wiele spraw, które powinny pozostać domeną publicystów, politologów i historyków. Od lidera oczekuje się jasnej interpretacji tego
co tu i teraz oraz czytania nastrojów swojego środowiska, definiowania postulatów i celów.
Dziś niewielu zgodzi się z tezą, że za dwa lata być może będzie można maszerować wspólnie z narodowcami, bo jakikolwiek konsensus z nimi
po prostu nie jest możliwy. Dziś większość z nas wie, że to co jest przesłaniem narodowców leży w skrajnej sprzeczności wobec wartości, wokół których my się zebraliśmy.
Dziś większość z nas oczekuje działań, które doprowadzą do pokojowego
i demokratycznego odsunięcia PiSu od władzy, bo postrzegamy ten obóz polityczny jako siłę destrukcyjną, niszczącą dorobek pokoleń Polaków.
Dziś oczekujemy, w ramach planu długookresowego, podejmowania takich działań edukacyjnych, które podniosą świadomość społeczną wobec zagrożeń, jakie niosą za sobą nacjonalizmy, faszyzmy i inne radykalne postawy w życiu publicznym.
Dziś oczekujemy skutecznego przymuszania klasy politycznej tej, która stoi po stronie demokracji, aby używała pojęcia solidarności nie tylko jako narzędzia w marketingu politycznym, ale żeby ta solidarność i jedność stawała się faktem.
Dziś oczekujemy deklaracji od polityków, że staną twardo po stronie odbudowy instytucji demokratycznych i już nigdy więcej nie będą odwracali się plecami do obywateli w imię własnych interesów partyjnych.
W moim przekonaniu to o tych sprawach częściej powinien mówić lider ruchu społecznego.

Po trzecie, lider powinien skupiać się na tych rzeczach, które łączą środowiska liberalno – demokratyczne i unikać tych, które jakkolwiek mogą je dzielić.
I tak jesteśmy dziś dość słabi w stosunku do obozu władzy. I tak mamy dziś zbyt mało narzędzi, nie mamy pieniędzy, mamy wiele wewnętrznych problemów. Trzeba nam przesłań wzmacniających, a nie tych dzielących.

Po czwarte, lider czasem musi umieć powiedzieć publicznie: przepraszam, pomyliłem się. Zdolność do uznawania swoich błędów jest cechą ludzi wielkich.

Mateusz Kijowski jest człowiekiem o olbrzymim potencjale, tak po ludzku jest fantastycznym kompanem, ale zdaje się, że limit niefortunnych wypowiedzi, pod którym coraz więcej ludzi ma problem, żeby się podpisać, wyczerpuje się.

Wszyscy chcemy jedności, ale ona nie weźmie się znikąd.
Musi się brać z wewnętrznego dialogu.
To oczywiście moje prywatne refleksje. Nie mam żadnego mandatu,
żeby wyrażać poglądy w czyimkolwiek imieniu, poza własnym.

Pozdrawiam serdecznie
Trwa ładowanie komentarzy...